Buty tryliardowej blogerki

buty

          Buty to właściwie niewyczerpany temat. Byłoby wspaniale, gdybyśmy do każdej stylizacji posiadały inne.

          Buty są moją słabością, ale żeby nie było, że nie ostrzegałam, nie jestem stylistką i nie zamierzam Wam dawać żadnych porad. Będę szczęśliwa, jeśli komuś się moje wpisy przydadzą, a jeśli nie, to może chociaż się pośmiejecie. 🙂

          Na tym blogu będą rzeczy dotyczące mody, ale widziane moim okiem. Nie jestem fashion victim, chociaż śledzę trendy i od zawsze lubiłam wiedzieć, co w trawie piszczy. Natomiast kocham klasykę i vintage (może dlatego, że sama z racji wieku jestem już trochę vintage 😀 ), staram się wybierać, to co mi się podoba i w czym się dobrze czuję.

          Dzisiaj na dobry początek, buty, a konkretnie botki. Mnóstwo mam zapytań o buty, więc postaram się, co jakiś czas taki post publikować. Oczywiście, jak chyba każda kobieta mogłabym mieć miliony butów, a niektóre to istne cuda po prostu, ale wygrywa pragmatyzm, no i oczywiście względy finansowe (nie lubię kupować byle kupić, jeśli już wydaję kasę to lubię wiedzieć, że na coś przydatnego).

          Długo szukałam idealnych botków na sezon jesień-zima, które miały spełniać konkretne kryteria:

– czarny kolor

– szpiczasty nosek, ale nie przesadnie długi, bo umówmy się nie mam stópki Kopciuszka, raczej Guliwera 😀

– na szpilce – lubię delikatne buty, jakoś nie mam przekonania do kopytek, chociaż zdarzało mi się takie kupować

– miały pasować do spodni i do sukienki

– nie zamszowe, bo jakoś tak dużo mam zamszowych i tym podobnych, chciałam żeby były gładkie

– nie lakierowane

          I tak szukałam, chyba z trzy lata (w sumie: chyba jestem dość cierpliwa; no czasami, nie; tak naprawdę jestem niecierpliwa 😀 ). Zawsze coś było nie tak… A to obcas zbyt wysoki, a to nosek za szpiczasty, a to za dużo ozdób, za wysoka cholewka, za niska… Ta dam, jakoś jesienią tego roku, gdy robiłam przegląd moich ulubionych sklepów internetowych, wypatrzyłam odpowiednie botki w Bershce i w sumie, co u mnie dziwne, nawet nie czekałam na promocję, tylko od razu kupiłam. 🙂

          Jestem bardzo zadowolona, są naprawdę wygodne, pasują do wszystkiego, da się w nich jeździć samochodem, pochodzić troszkę więcej, a nawet przetańczyć całą noc (i to nie wolniacze…).

          Jeśli Wam się spodobały, to są jeszcze dostępne. Nie wiem jak w sklepach stacjonarnych, bo ja w takich jestem jakieś 2-3 razy do roku, ale w internecie na pewno są. Rozmiarówka jest dość mała, ja oscyluję w granicach 40-41 i w Bershce kupuję zawsze 41.

          Będzie mi miło, jeśli napiszecie, czy takie posty Wam się podobają.

          Uffff, pierwsze koty za płoty 🙂 Powitajcie tryliardową “blogierkę” modową 😀 😀 😀 Oto ja Ania Skuba, kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi…

P.S. Właśnie się zaczęłam zastanawiać, ile to dokładnie ten tryliard i dla ciekawskich sprawdziłam (nie chciało mi się liczyć, a Google wszystko wie), uwaga: 1021, czyli 1 000 000 000 000 000 000 000.